Tuż przed rozpoczęciem protestu styczniowego w Polsce TVP Info
- niewolnicybankowi
- 24 sty 2015
- 1 minut(y) czytania
Tuż przed rozpoczęciem protestu styczniowego w Polsce TVP Info
Gdańsk, Wrocław, Łodź, Warszawa i Kraków - to tam niezadowoleni frankowicze najliczniej wyszli na ulice, żeby przedstawić swoje racje. Wszyscy zgodnie domagają się pomocy od państwa. Są rozżaleni, że rząd nie naciska na banki, które jeszcze kilka lat temu kusiły tanimi i łatwo dostępnymi kredytami we frankach. Brali kredyty we frankach w różnych bankach i na różne cele. Kurs szwajcarskiej waluty osiągnął jednak rekordowe poziomy, a ich długi wzrosły nawet ponad dwukrotnie. Znaczące wyższe są też raty. To dlatego zdecydowali się wyjść na ulice największych polskich miast. "Frankowicze" masowo zaczną ogłaszać upadłość? "To droga donikąd" "Frankowicze",... czytaj dalej » Jak mówią, żyją z dnia na dzień i nie wiedzą, ile ostatecznie będzie wynosiła rata kredytu. Teraz liczą, że rząd pomoże im znaleźć rozwiązanie tej patowej sytuacji. Niektórzy już zapowiadają, że biorą pod uwagę nawet ogłoszenie bankructwa. Gdańsk: "Nie mamy wyjścia" Początkowo na protest frankowiczów w Gdańsku przyszło zaledwie kilka osób, ale z każdą chwilą było ich coraz więcej. Zdają sobie sprawę, że w tej chwili protest niewiele zmienia, ale tak naprawdę - jak twierdzą - nie pozostało im nic innego. - Nie mamy wyjścia. Musimy wyjść na ulice, żeby zobaczyć, ile nas jest i jakoś lepiej się poznać. Wymienić się też poglądami - mówi jedna z kobiet, która pojawiła się pod fontanną Neptuna. - Kiedy brałam kredyt we frankach nie miałam wkładu własnego, który pozwoliłby mi na wzięcie kredytu w złotówkach. To była jedyna szansa na własne mieszkanie. Wtedy obiecano mi 100 proc. kredytowania wartości nieruchomości, więc skorzystałam - dodaje kolejna uczestniczka protestu. text: TVN24








































Komentarze